
Nie jest zadaniem prostym, odkryć publicznie swoje wnętrze. Zdecydowanie łatwiej ukrywać się w cieniu marzeń. Taka droga donikąd jednak nie prowadzi. Można jedynie pozostać skrytym, gubiąc mocne strony, pogłębiając swe słabości...
Wszystko zaczęło się od niewinnego prezentu, otrzymanego z rąk dyrektora Szkoły Podstawowej Nr 32 w Białymstoku P. Mirosława Puciłowskiego, jako wyraz wdzięczności za naprawę systemu ogrzewania wody w tej właśnie placówce, przez mojego Tatę. Podarunkiem były 3 pary nart, przeznaczone dla Taty, mojego brata Jarka i dla mnie. Otrzymałem moje pierwsze narty biegowe, niebieskie “Gorce”. Był to rok 1982. Uczęszczałem wówczas do przedszkola, nie przypuszczając nawet, ze para drewnianych desek wywrze tak ogromny wpływ na moje późniejsze życie.
Przez kolejne trzy lata służyły one dzielnie w moich pierwszych, zabawowych - treningach na zajęciach Szkolnego Klubu Sportowego pod okiem właśnie P. Puciłowskiego. Służyły do momentu kiedy nie złamałem ich na pagórkach pobliskiego lasu na Pietraszach. Dostałem nowe narty, pojawiły się pierwsze starty w szkolnej reprezentacji, gdzie rozwijałem swoje narciarskie zamiłowania w barwach UKS “Hubal”, założonego przez nowego dyrektora szkoły P. Lecha Szargieja. Przez “podstawówkę” przebrnąłem na sportowo, z planami zdawania do Liceum Ogólnokształcącego o profilu sportowym. Rodzice przygotowali dla mnie jednak inną, lepszą w oczach mego Taty ścieżkę, która zaprowadziła mnie do Technikum Elektrycznego. Szkołę średnią ukończyłem z wynikiem bardzo dobrym, jednak nieustanna walka pragnień sportowca ze stawianymi przede mną rzemieślniczymi oczekiwaniami sprowadzała mnie na leśne bezdroża. Tam właśnie w każdej wolnej chwili, pomiędzy encyklopedycznym zapamiętywaniem terminologii elektronicznej, spędzałem większość czasu. Jak się okazało samodzielne i bliżej niesprecyzowane treningi doprowadziły do ukształtowania niestandardowego organizmu.
Zarówno ten fakt, jak i wiele innych, poza-narciarskich zainteresowań sportowych pomógł mi w przygotowaniach i pomyślnym zaliczeniu egzaminów na Akademię Wychowania Fizycznego im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
Tutaj, w głównej mierze dzięki Dr. Grzegorzowi Sadowskiemu moja narciarska przygoda nabrała niesamowitych barw, a pragnienia małego niegdyś chłopca zaczęły się realizować. Pierwsze poważne treningi pod okiem szkoleniowca, międzynarodowe starty w długodystansowych narciarskich biegach masowych i moje najwyższe 5-miejsce na Mistrzostwach Polski, na 15km stylem klasycznym.
Wspaniały okres studiów minął nieuchronnie. Brak finansowych środków na kontynuowanie narciarstwa, oraz zadłużenie wobec bliskich mi osób zmusiły mnie do przerwania treningów. Deską ratunkową okazał się Londyn, dokąd wyjechałem jesienią 2002 roku. Wędrówkę po pięknym i tak zróżnicowanym mieście rozpocząłem od strony kuchni. Praca w restauracji “City Banku” od najwcześniejszych godz. porannych, zgłębianie tajemnic języka angielskiego popołudniami w “Princess College” i ponowna, prywatna praca do późnych godzin nocnych w charakterze masażysty – wszystko tylko po to aby zwrócić długi, może też po to, by zapomnieć… Frustracja i wyczerpanie nie pozwalały na treningi.
W miarę upływu czasu i poprawy moich stosunków z językiem angielskim, rozpocząłem karierę w sferze “Fitness”. Możliwość prowadzenia zajęć z popularnego wówczas “Aerobicu”, pozwalała mi na podtrzymanie mojej kondycji fizycznej.
Jak się okazało niemożliwością jest wyplenienie z człowieka tego, co zakorzeniło się w nim na dobre.
Już po kilku latach intensywnej pracy w Londynie ponowiłem moje śnieżne podboje. Cotygodniowe przeloty Londyn – Praga w okresie zimowym 2005, tylko po to aby w jak najkrótszym czasie dostać się do oazy polskiego narciarstwa biegowego – “Jakuszyc”, umożliwiły mi dalsze treningi. Gościnność P. Kazimierza Kałużnego okazała się tutaj niedościgniona pomocą. W dalszych latach starałem się chociaż w minimalnym stopniu utrzymywać kontakt ze śniegiem, więcej trenowałem zaś na nartorolkach i rowerze. Zainteresowanie kolarstwem zwłaszcza górskim doprowadziło do otworzenia nietypowego jak na Londyn serwisu rowerowego - Aj’s Cycle Workshop – mojej prywatnej jednoosobowej firmy, budującej rowery na specjalne i niestandardowe zamówienia klientów. Treningi na nartorolkach przyczyniły się zaś do rozpoczęcia cyklicznych startów w serii zawodów o Mistrzostwo Wielkiej Brytanii.
Rok 2009 okazał się dla mnie przełomowym. Wiosną, tego roku rozpocząłem współpracę z wyjątkowym człowiekiem, którego co prawda poznałem już wcześniej na zawodach nartorolkowych w Londynie, gdzie towarzyszył synowi - Ivanowi podczas startu. Nigdy nie zapomnę jego pierwszych słów stanowiących o tym, jaki silny mam organizm i jaki olbrzymi potencjał w nim drzemie. Powiedział mi, że z radością pomoże mi go wykrzesać. Od tego momentu pochodzący z Rosji Evgienij Gorbenko, bo o nim właśnie mowa, stał się moim trenerem. Stworzyliśmy wspólnie z jego synem Ivanem, trzyosobowy zespól, rozpoczynając trening o nieznanej dla mnie jak dotychczas formule. Po zaledwie 4-miesiącach wspólnej, choć niełatwej pracy zdobyłem tytuł Mistrza Wielkiej Brytanii na nartorolkach, powtórnie obroniony w roku 2010. Postanowiliśmy nie przerywać owocnej współpracy, którą kontynuujemy po dzień dzisiejszy. W międzyczasie pojawiły się próby poważnych FIS-owskich startów na śniegu w celu zdobycia doświadczenia i przede wszystkim zbadania jak bardzo odbiegam poziomem sportowym od najlepszych zawodników w Polsce. Poddałem się również specyficznym testom na ergometrze narciarskim w Instytucie Sportu w Warszawie pod kierunkiem Pana dr. Andrzeja Klusiewicza, które wykazały szczególne predyspozycje do wysiłku wytrzymałościowego, a także znaczne rezerwy w moim przygotowaniu.
W listopadzie 2010 roku, zdecydowałem się opuścić Londyn, podążając śladami mego trenera, który już wcześniej wyjechał do Rosji. Tam kontynuowałem dalsze przygotowania, po których powróciłem na Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Biegowym 2011, ponownie reprezentując UKS "Hubal" Białystok.
Dzisiaj mam 35-lat i bardzo wydolny organizm, gotowy do przyjęcia poważnych treningowych obciążeń, na bazie dotychczasowego, choć niesystematycznego treningu. Jestem zdeterminowany i posiadam wysoką motywację. Współpracuję z rosyjskim trenerem, odpowiedzialnym za proces treningowy. Moja odpowiedzialność sprowadza się do rzetelnego wykonywania jego założeń i zabezpieczania środków finansowych. Ambitnym celem naszych, niezależnych przygotowań są Igrzyska Olimpijskie w Soczi 2014. Jedynym brakującym ogniwem jest Sponsor, czego bezpośrednim powodem jest powstanie mojej oficjalnej strony internetowej.



Spotkanie w Radio Białystok to powtórne już strategiczne posunięcie, informujące o ambitnych planach przygotowań do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi 2014., w oparciu o niezależny i profesjonalny Team narciarski tworzony na Podlasiu. To kolejna próba przyciągnięcia uwagi dobrze prosperujących podlaskich firm, do proponowanej przez nas formy współpracy, na podstawie kontraktu sponsoringowo - reklamowego, umożliwiającego kontynuację treningu narciarskiego w zamian za szerokie mozliwości reklamy stronie bezpośrednio zainteresowanej.
Kilkuminutowy reportaż z tego spotkania wyemitowany zostanie w niedzielę 29.04.2012, w audycji Radia Białystok - "Sportowy wieczór" w godz. 19:00 - 20:00.
Serdecznie dziękuję p. Władysławowi Prochowicz, prezesowi Radia Białystok za możliwość realizacji tego pomysłu, p. redaktorowi Jerzemy Kułakowskiemu za zainteresowanie i zapis przebiegu spotkania, o czym będzie można usłyszeć już wkrótce.






Czwartkowa pogoda zdecydowanie nam nie sprzyjała! W strugach lejącego deszczu, dzięki uprzejmości TVP Białystok, reprezentowanej przez reportera wiadomości sportowych, p. Piotra Dziakowskiego i kamerzystę, p. Adama Ostasiewicza nagraliśmy materiał filmowy, informujący o pionierskim w Polsce planie, utworzenia profesjonalnego „Teamu narciarskiego” na Podlasiu.
Cel główny to niezależne przygotowania Andrzeja Honczar i Emilii Romanowicz do Igrzysk Olimpijskich w Soczi 2014, pod kierunkiem rosyjskiego trenera Evgenija Gorbenko. Przekazem telewizyjnym chcieliśmy wzbudzić zainteresowanie środowiska biznesowego na Podlasiu, pragnieniem stworzenia takiej grupy, informując jednocześnie o szerokich możliwościach reklamy, o zasięgu światowym. Podstawą do sukcesu jest bowiem zdecydowane wsparcie finansowe!
Emisja nagrania już w najbliższą niedzielę 29.04.2012, w wiadomościach sportowych TVP Białystok o godz. 18:30.
Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom tego wydarzenia za obecność i możliwość dokonania nagrania, pomimo niesprzyjającej aury. Szczególne podziękowania pragnę złożyć dla p. Lecha Szargieja – prezesa Podlaskiej Federacji Narciarskiej, za zrozumienie, poparcie naszych planów i dążenie do pomocy w ich realizacji.
Pamiątkowe zdjęcia, dzięki zaangażowaniu naszej zaprzyjaźnionej fotograf - Patrycji Mic, poniżej.









Wczorajsze zawody w Jaworzynce miały bezpośredni wpływ na start dzisiejszy. Po prostu się na nich wyłożyłem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Mój organizm był "wypluty", i zupełnie nie zregenerowany do kolejnego startu. Chęć zaistnienia w rankingu Pucharu Polski zadecydowała o tym, że pobiegłem. Wydawałoby się tylko 3km, a jednak...
Rozstawienie do biegu niedzielnego bezstresowe zgodnie, z dotychczasowym rankingiem Pucharu Polski. Start z pierwszej linii i moja 15-to metrowa przewaga nad peletonem na pierwszych 100-tu metrach po starcie. Prowadzenie na dystansie około kilometra, następnie oddanie pierwszego miejsca zawodnikowi za moimi plecami. Organizm po prostu odmówił posłuszeństwa, nie wytrzymałem tempa. Ukończyłem na 9 pozycji ze stratą 19 sek. do zwycięzcy. Trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość!!!






Przebieg zawodów zupełnie niezgodny z moim wcześniejszym planowaniem. Rozgrzewka, zakończona przedwcześnie w związku z informacją przyśpieszenia startu. Jeszcze bardziej jednak opóżniony start, i niekorzystna pozycja startowa z ostatniej linii. Straty energii związane z przebijaniem się do liderów na pierwszym podbiegu i pozycja w pierwszej dziesiątce na jego szczycie . Atak pierwszych trzech zawodników na najstromszym drugim podbiegu. Brak możliwości pościgu związany z zablokowaniem przez dzielących nas zawodników. Próba zbliżenia na zjeździe udaremniona przez kolosalną różnicę w prędkości rolek. Chęć zbicia jedynie różnicy czasowej na kolejnym podbiegu, bo o podium nie było już mowy. Negatywna reakcja organizmu objawiająca się totalnym zakwaszeniem mięśni czworogłowych ud na ostatnim podbiegu (takiego bólu w życiu jeszcze nie doświadczyłem). Modlitwa i ucieczka przed dalszymi zawodnikami na finiszu. Utrzymanie 12 pozycji ze stratą 1min23sek.



To był bardzo udany start, pomimo technicznych problemów w jego końcówce. Pracowałem zgodnie z założeniami mając ogromną przyjemność z samego biegu. Trzeba przyznać, że peleton był nieco leniwy. 4km przed metą zauważyłem , że zgubiłem metalowy grot w lewym kijku. Wysunąłem się na prowadzenie i podkręciłem tempo biegu. Wiedziałem, że w ostatecznym sprincie nie będę miał teraz żadnych szans. Jeszcze na 34-tym km byłem pierwszy. Chłopaki zaczęli przyśpieszać, ja też, niestety moje odepchnięcia nie były tak mocne - kij ślizgal mi sie niesamowicie wybijając z rytmu. 200m przed metą byłem jeszcze 5-ty. Ukończyłem na 7 miejscu ze stratą 7sekund do zwycięzcy.
Dla mnie osobiście jest to rewelacyjny i zaskakujący wynik. Nie chcę spekulować jak potoczyłaby się sytuacja gdybym nie miał technicznych problemów, ale twarz rozpromienia mi się słońcem na samą myśl.



Pierwsze zawody Pucharu Polski na nartorolkach i moje pierwsze zwycięstwo.



Wyjazd z Białegostoku, standardowo poprzedzony nieprzespaną nocą związana z realizacją kolejnych zleceń rowerowych. Dosypianie w samochodzie, na parkingu lotniska w Stuttgarcie. Powód jest oczywisty – Ivan (asystent mego trenera) ponownie przylatuje do Niemiec, aby pomóc w uzyskaniu jak najlepszego wyniku. Schwarzwald przywitał nas przepięknym zachodem słońca we wtorek 12-go lipca. Dużo wcześniejszy przyjazd do Bad Peterstal podyktowany jest chęcią poznania i bezpośredniego przygotowania na trasach, gdzie odbywają się starty. Do zaliczenia dwa biegi pod górę: piątkowy 6.8km stylem klasycznym i niedzielny 11.3km techniką łyżwową. Tym razem w porównaniu z poprzednimi zawodami tej samej rangi, wszystko układa się zdecydowanie lepiej, począwszy od sprzętu na którym wystartowałem a kończąc na samych wynikach. Pozycja 25-ta z 3min40sek. straty do zwycięzcy Simona Paredi w stylu klasycznym i 27-my rezultat ze stratą 6min34sek. w stylu łyżwowym. Te wyniki, to już nie przepaść, choć droga przede mną jeszcze daleka. Pamiętać należy jednak, że startowałem w grupie zawodowców, którzy przygotowują szczyt swojej formy sportowej na nadchodzące, sierpniowe Mistrzostwa Świata na Nartorolkach w Norwegii 2011. Ja zaś zgodnie z założeniami mojego treningu, powinienem osiągnąć pełną gotowość do walki dopiero zima, ze szczególnym uwzględnieniem okresu przypadającego na luty i marzec. Wszystko jest na dobrej drodze, będzie na najlepszej jeśli pojawi się sponsor i tak bardzo potrzebna, finansowa pomoc.
Dzisiaj, dzięki przychylności i pomocy osób trzecich kolejny etap moich przygotowań został zaliczony. Osobom tym, ogromnie dziękuję.



Pierwsze w mojej historii zawody Pucharu Świata na nartorolkach zostały zaliczone. Start w biegu łączonym 7.5km techniką klasyczną + 7.5km techniką łyżwową, biorącym początek w górskiej wiosce Bonneval, a wiodącym na najwyższą w Europie górską, asfaltowa przełęcz Col de L’iseran (2770m).
30-te, odlegle miejsce z ponad 17min straty do zwycięzcy to wciąż przepaść. Jak się okazało błędną była wybrana przeze mnie możliwość przebiegnięcia całego dystansu na nartorolkach do stylu klasycznego. Biorąc udział w tak poważnych zawodach odpowiedziałem sobie jednak na pytanie, jak daleko odbiegam od najlepszych na świecie. Taki start to dla mnie bardzo cenne doświadczenie. Mówią przecież, iż trzeba nauczyć się przegrywać aby odróżnić smak zwycięstwa. Mój sukces to sam start, zdecydowanie również to, iż nie ukończyłem zawodów na ostatniej pozycji – nikt nie lubi być ostatni.
Okoliczności samego startu nie były do końca sprzyjające. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować P. Stanisławowi Michoń – trenerowi MKS “Śnieżka Karpacz”, za udostępnienie sprzętu, na którym ostatecznie wystartowałem.



Do końca nie mogę uwierzyć, że zakładany już podczas pobytu w Rosji letni, treningowy wyjazd do Ramsau, na lodowiec Dachstein, ostatecznie doszedł do skutku. Opóźniony co prawda o tydzień, z powodu technicznych problemów w Aj’s Cycle Workshop, związanych z budowaniem po nocach, rowerów dla kolejnych, niecierpliwych klientów...
Jak dotychczas , jako jedyne źródło finansujące moje treningi – nauczyłem się tę nocną pracę szanować. Nie chciałbym jednak powtarzać doświadczenia nieprzespanych 60 godz. ciągłej pracy, po czym bezpośredniej podróży za kierownicą mego VW Transportera. Wydaje sie to być nierozsądnym i szczególnie niebezpiecznym, ale jak widać i organizm można oszukać, kiedy determinacja jest tak głęboka.
Wyjazd z Londynu wczesnym porankiem, kilka godzin snu na parkingu we Francji i dalsza kontynuacja podróży do Niemiec w celu odebrania trenera, oczekującego mego przybycia już 7 godzin wcześniej, na lotnisku w Monachium. Szczęśliwe dotarcie do Zoeblen w austriackim Tyrolu i upragniony sen pod dachem zaprzyjaźnionego Andreasa Mueller i jego wspaniałej, gościnnej rodziny. Do Ramsu docieramy późną nocą, 9-go czerwca. Niemożliwym okazuje się bezpośrednie rozpoczęcie treningów, z racji zmęczenia spowodowanego wysoce napiętym przedwyjazdowym grafikiem. Dzień odpoczynku przywraca standardowy, powolny rytm bicia mego serca, a kolejne dni przebiegają już zgodnie z treningowymi założeniami.






Powrót do rywalizacji z zawodowcami po 9-cio letniej przerwie. Start na trzech dystansach: 1100m sprint techniką klasyczną, 10km techniką łyżwową i najdłuższy bieg na 30km, również klasykiem. Występ na najważniejszej, narciarskiej imprezie biegowej w barwach UKS Hubal Białystok poprzedzony, niestety późnymi przygotowaniami, rozpoczętymi w listopadzie w zaśnieżonej Rosji.
Napięty grafik startów, harmonijnie rozluźniony dzięki pomocy Dr. Grzegorza Sadowskiego, mego pierwszego trenera z prawdziwego zdarzenia, jeszcze za czasów akademickich.
Niedoścignione techniczne wsparcie w przygotowaniu nart do zawodów, ze strony Tomka Kałużnego i Bartka Sagan. Trzy niesamowicie oddane osoby, skryte za kulisami moich startów.
Wyniki i sam udział w tegorocznych Mistrzostwach Polski Seniorów, były potwierdzeniem mojej obecności w świecie narciarstwa biegowego. Teraz kieruję swój wzrok w stronę Mistrzostw Polski 2012, aby przekonująco „rozwinąć skrzydła”.



Występ na tegorocznej, szczególnej dla mnie edycji narciarskiego maratonu uważam za wyjątkowo udany. Ukończenie na 15-tej pozycji w klasyfikacji generalnej, 7-my wśród Polaków. Powiedziałbym, podpierając się skromną historią moich przygotowań, że to bardzo dobry rezultat. Do jego polepszenia, zdecydowanie przyczynią się plany przemyślanego treningu i jego precyzyjnego wykonania w roku 2011/2012. O tym czy mam rację przekonam się na kolejnej 36-tej edycji Biegu Piastów.



Londyn opuszczałem w pośpiechu. Z niecierpliwością spoglądałem w stronę, gdzie zadomowil sie mój rosyjski trener, Evgienij Gorbenko. Pozostało jeszcze tylko odebrać sprzęt narciarski, oczekujący na mnie w Austrii, pozałatwiać wszelkie wizowe formalności i wybór środka transportu, który bezpiecznie dostarczy mnie na miejsce zimowych treningów. Pojawił sie również problem niewystarczającego zabezpieczenia finansowego, zaplanowanego wyjazdu. Pomoc przyszła ze strony, z której nigdy bym sie jej nie spodziewał. Ten nieoczekiwany gest spowodował, że w ostatnim tygodniu listopada rozpocząłem treningi na śniegu w Rosji. Początkowo w Syktyvkar (Republika Komi), następnie przez okres prawie dwóch miesięcy na położonych w pobliżu miasta Voronezh, narciarskich trasach biegowych.



Zawody wspominam jako wyjątkowe, jednak nie z racji wygranej. W pamięci pozostał niesamowity pośpiech i zamieszanie, jakie im towarzyszyło. Brak snu w noc poprzedzającą zawody, związany z pracą w firmie Cateringowej nie zachęcał do startu. Do łóżka położyłem sie o 3:30 rano. Jedynym czynnikiem mobilizującym do ponownego wstania o godz. 5:30, był fakt przyjazdu do Londynu specjalnie na okoliczność zawodów, Patrycji - wspierającej mnie Pani fotograf. Już wcześniej planowaliśmy zdjęcia z przeznaczeniem właśnie do strony internetowej. Zaspałem... Aby mimo wszystko zdążyć na start, zmuszony byłem zlekceważyć ograniczenia prędkości na brytyjskich autostradach, czego efektem okazało sie zatrzymanie przez Policję. Odpowiedź na pytanie o przyczynę mego pośpiechu była oczywista: obrona tytułu Mistrza Wielkiej Brytanii na nartorolkach z roku 2009. Nie uchroniło mnie to od dodatkowych opłat, mandat jednocześnie do najtńszych nie należal. Na zawody dotarliśmy 3min przed startem. Zdążyłem włożyć numer startowy, wystartowałem, wygrałem...czego dowodem są zrobione przez Patrycję fotografie. Zapraszam do galerii zdjęć.



Transcarpatia miała być jedynie przyjemnym treningiem wydolnościowym, ze szczególnym zaakcentowaniem wzmacniania mięsni kończyn dolnych. Jak sie okazało była wspaniałą i pracowitą przygodą, podczas której obdarzony zostałem towarzystwem nadzwyczajnych osób. Przyjechalem do Ustronia z przyjaciólmi: Piotrkiem i Richiem, z którymi wspólnie wynajmuję mieszkanie w Londynie. Obecność Piotrka, nierozłącznie związanego z rozwojem Aj's Cycle Workshop, podyktowana była potrzebą wsparcia w przypadku technicznych problemów z moim rowerem. Dla Richiego, który pochodzi z Południowej Afryki, miały to być niezapomniane wakacje, powiązane z poznawaniem przepięknych zakątków nieodwiedzanego wcześniej kraju. Jak sie jednak okazało, poziom zaplecza technicznego, naszego podejścia do serwisowania rowerów, umiejętności i wiedzy w tym zakresie stał się niesamowicie popularny. Urósl do tego stopnia, że zmuszeni byliśmy pozmieniać nieco priorytety i w efekcie serwis rowerowy "Aj's Cycle Workshop" pracował na pełnych obrotach przez kilka kolejnych nocy, biorąc na siebie odpowiedzialność za pozostawiony do przeserwisowania sprzęt. Dzisiaj wspominam to jako czyste szaleństwo. Mowiąc szczerze, nie wiem czy zdecydowałbym się na powtórzenie tego doświadczenia. Pomimo nocnej pracy, którą z reguły kończyliśmy z pierwszymi promieniami słońca, każdego ranka w pełnej gotowości stawałem na lini startu. Przejechałem 6 następujących po sobie etapów, o łącznym dystansie 550km przez wyjątkowe bezdroża Polskich, choć nie tylko, Karpat. Łączny czas mego przejazdu wyniósł nieco ponad 38 godz. Ukończyłem wyścig na 5-tej pozycji w klasyfikacji generalnej SOLO-MAN, wygrywając jeden z etapów. Byłoby to niemożliwe gdyby nie pomoc i zaangażowanie okazane ze strony Piotrka i Richiego.
Chłopaki bardzo Wam za nią dziekuje!
Słowa podziękowania należą się rownież przesympatycznej rodzinie Krężelok z Ustronia. Dzięki uprzejmości Miłka i Iwony, mogliśmy odpocząć po podrózy z Londynu i bezstresowo spędzić kilka dni bezpośrednio przed startem Transcarpatii.



Można marzyc, potem planować manipulując nawet niewielkim budżetem. Wszystko zależy od poprawnej logistyki, pozytywnego nastawienia i niesłychanego zaangażowania. Sytuacja zmienia się zdecydowanie w przypadku chęci podjęcia walki z profesjonalnymi sportowcami, kiedy samodzielne poszerzanie środków finansowych nie jest już wystarczającym rozwiązaniem, a podstawą do osiągnięcia sukcesu jest sponsoring.
Moje treningowo-startowe plany na sezon 2011/2012 są oparte na założeniach znalezienia indywidualnego sponsora i przedstawiają się następująco:
Okres letnio – jesienny 2011Celem strategicznym, niezmiennie pozostają Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi 2014, na które trzeba jednak zasłużyć odpowiednim poziomem sportowym kwalifikującym do członkostwa w Reprezentacji Polski. Do tego dążę, choć pozostaje jeszcze ogromnie wiele do udowodnienia.
Bezpośrednim powodem powstania mojej oficjalnej strony internetowej jest poszukiwanie i chęć nawiązania współpracy z niezależnym Sponsorem, który finansowo poparłby przygotowania i moje ambicje do reprezentowania kraju na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi 2014.
Znalezienie źródła dofinansowania okazuje się kluczowym zagadnieniem na etapie przygotowań, w którym znajduję się obecnie.
Dotychczasowy system pozyskiwania środków na kontynuowanie treningu jest niestety nie do przyjęcia, w przypadku chęci podjęcia walki na najwyższym sportowym szczeblu. Zupełnie jeszcze nie związany z reprezentacją Polski, wszelkie niezbędne fundusze gromadzę samodzielnie. Rezultat wielogodzinnej pracy i ciężkich treningów to wyczerpanie organizmu, uniemożliwiające ich kontynuację w stopniu zadawalającym. Kolejny problem to zwyczajny brak czasu na samodzielną generację środków finansowych, gdyż treningi w pełni pokrywają swą treścią rozkład całego dnia. Bezpodstawnym jest powtarzanie doświadczonych wcześniej, przepracowywanych godzin nocnych. Pełna regeneracja organizmu podczas pełnowartościowego snu jest znacznie istotniejsza, w ponownym przyjęciu obciążeń treningowych.
Pozyskanie więc wsparcia ze strony niezależnej jednostki warunkuje powodzenie moich planów.
Jestem głęboko przekonany o ich realności. Przekonania te są zaś poparte badaniami fizjologicznymi potwierdzającymi predyspozycje mego organizmu do typu wysiłku jakim charakteryzuje się narciarswo biegowe.
Dzisiaj świadomie staję przed wyborem kontynuowania drogi, nieświadomie rozpoczętej 28 lat wcześniej. Wybieram kolejne lata profesjonalnego i przemyślanego treningu, którego efekty mogą okazać się zaskakującymi.
Pozostaję w kraju ojczystym deklarując pragnienie jego reprezentacji na najbliższej Olimpiadzie Zimowej w Soczi w roku 2014. Do Olimpiady jedynie 3 lata, a do udowodnienia celowości moich planów jeszcze niesamowicie dużo, bowiem na Igrzyska kwalifikują się najbardziej utalentowani i skuteczni zawodnicy.
Jeżeli więc, moją oficjalną stronę internetową ujrzą przyjazne oczy, a opisana na niej historia znajdzie zainteresowanie potencjalnego Sponsora, serdecznie proszę o kontakt.
Tel. (Polish mobile):+48 797 444 025
Tel. (Polish landline):+48 856 752 560
Tel. (Austrian mobile):+43 676 653 8037
Tel. (Russian mobile):+78 910 348 5331